Stara cena: 36.00 zł
Autor: Marek Przybylik
Kod produktu: 58
Na straganie w dzień targowy było
wówczas inaczej niż u Brzechwy. W każdym razie w Grójcu. Tu w początkach lat 80.
zacząłem obserwować konfrontację starego z nowym. Targowisko w Grójcu
odwiedziłem jesienią 1980 r., by napisać pierwszy Dzień Targowy. Gdy sklepy
uspołecznionego aparatu handlu wspomaganego paroma ministerstwami, Komisja
Planowania oraz Państwową Komisją Cen coraz jaśniej świeciły pustkami – na
bazarach, targach i jarmarkach było jeszcze mięso, jaja oraz ceny wolne jak
ptacy niebiescy. Gdybym to ja wtedy wiedział, że tydzień po tygodniu, przez
ponad dziesięć lat, śledząc niezależne bazarowe życie codzienne, będę
nieświadomie pisał kronikę chylącego się do nieuniknionego końca przemądrzałego
systemu… A było tak.
W
kwietniu 1982 r. zamieściłem
optymistyczną wiadomość:
Zadziałał w
końcu mechanizm cenowy, na razie tylko w handlu jajami, ale lepsze to niż nic.
Mieliśmy więc z czego się cieszyć. Tym bardziej, że rozwijał się też przemysł
drobny, zastępując przemysł tradycyjny:
Mieczysław
Nurzyński z Nurzyny pod Łukowem jest kowalem i sprzedaje siekiery oraz drobne
narzędzia ogrodnicze. Ceny wysokie, ale można było kupić sam trzonek. Pan
Nurzyński wykuwa własnoręcznie, bo o pracowników trudno, siekiery z szyn
kolejowych. Narzędzia robi z resorów. Wszystko ze złomu. Wideł nie robi, bo nie
ma z czego.
Kwiecień 1983 r. przyniósł niebywały
spadek cen jabłek niemal trzykrotny, ale był to wyjątek. Reszta zdrożała. Jedni
dbali o stół, inni bazarowe hossy i bessy mieli w pogardzie, zabiegając o
sprawy wyższe.
Jeżeli twoja twarz jest
odbiciem twojej osobowości, to zrób jej kopię, trwałą jak dawne pomniki, które
przetrwają wszystkich i wszystko.
Przestrzenne
kopie twarzy ze sztucznych kamieni wykonuje zakład uprawniony –
przeczytałem w tym samym roku ogłoszenie w Domu Literatów. Gdyby biedny
ogłoszeniodawca przewidział, jak nietrwałe są pomniki, zwłaszcza te wiecznie
żywe!
Prawdziwymi bohaterami Dni Targowych
były jednak jaja, schab, kury oraz pietruszka we wszystkich postaciach. W roku
1986 zaryzykowano kolejny eksperyment wprowadzenia bazarowego handlu mięsem.
Poprzednie a to groziły socjalizmowi, a to porządkowi publicznemu:
Zadziwiająco sprawnie przebiega eksperyment
z bazarowym handlem mięsem. Przed rozpoczęciem tegoż eksperymentu nie brakowało
niedowiarków, którzy podważali sens innowacji. Tymczasem stała się rzecz
zadziwiająca. Ludzie kupują mięso!
Do dziwów ówczesnych lat należeli
pionierzy wolnego rynku:
Szczęśliwcy
znajdą jedyny w Warszawie sklep, w którym sprzedaje się bezkartkowe wędliny.
Prowadzi go stworzony przez przepisy masarzo-chłopo-kupiec. Utuczył on sam, sam
przerobił i sprzedaje samodzielnie 200 świń. Przepisy zabraniają kontaktów
chłopa z masarzem, a masarza z handlowcem, tworząc takie dziwaczne hybrydy.
Wiosna 1989 r.:
Na rynku jajczarskim pełne zamieszanie. Kury bezwzględnie niosą, robiąc
wbrew swym mocodawcom. Pod Halą Mirowską dostawcy sprzedawali jaja z desperacją
wyznaczając ceny – tak niskich już dawno nie było. Jajo kosztowało tyle, co
zwyczajny bilet autobusowy.
Wiosnę 1990 r. mieliśmy już porewolucyjną. Nowe czasy, nowe ceny, nowe pieniądze. Ze wszystkich wolności, jakie zostały dane, lud najbardziej entuzjastycznie i masowo wybierał wolność kupowania tego co chce, gdzie chce i po cenach, które można znieść. Cały naród zaopatrywał stolicę. Spadały ceny, wydawałoby się nie do spadnięcia. Na ulicach można było kupić wszystko: ananasy w puszkach, akumulatory, dywan, lodówkę, łeb świński, sygnet z tombaku i sedes. W ten sposób krok po kroku, rok po roku, doszliśmy do wymarzonej stabilizacji. Do czasów, w których kwestia jaj, schabowego, karpi i baranów nikogo już nie ekscytowała, gdyż akurat w tej dziedzinie zapanowała błogosławiona nuda.
Patroni medialni Partner
|
(21.90 zł) | |
|
(45.90 zł) | |
|
(17.90 zł) | |
|
(15.90 zł) | |
|
(33.90 zł) | |
|
(46.90 zł) |